Do pisania bloga trzeba mieć cierpliwość, czas, no i dostęp do kompa. Czasami mam wrażenie, że pierwszych dwóch mam za mało, a ostatniego za dużo. Jednak w najbliższych dniach to się zmieni. Moja podróż zbliża się wielkimi krokami. Powoli dostaję gęsiej skórki, wiedząc, że za 3 dni będę już gdzieś nad terytorium Rosji w drodze do Japonii. A to dopiero początek przygody. Przygotowania wkraczają w decydującą fazę, piorę ubrania i ćwiczę jedzenie pałeczkami, żeby nie narobić sobie wstydu. Jutro w pracy wydrukuję sobie najprostsze sformułowania, a kartkę z nimi będę trzymał przy sobie. Z lenistwa nie zacząłem robić tego wcześniej, tak może byłaby większa szansa czegoś się nauczyć - a ja naiwnie dalej wierzę, że w każdym zakątku ziemi da się porozumieć po angielsku, ewentualnie wspomagając się rękami i nogami, używając przyswojonych wcześniej 20 słów w miejscowym narzeczu - bo akurat to naprawdę pomaga! Jakieś dwa tygodnie temu kupiłem JR Pass, który kosztował mnie ok 1000 PLN, ale za to do woli mogę hasać przez tydzień shinkansenami, za wyjątkiem najszybszego Nozomi.
Exchange order na JR Pass. W tle moja zajebista zielona czapka.
Jutro lub pojutrze (zależy od wypłaty - którą mam nadzieję, że dostanę przed wyjazdem...) zamierzam polować na adapter do ładowarki, oraz baterie. Dużo baterii. Przydałaby się także 32 gb karta pamięci do aparatu oraz jeny. Tak, dobrze widzicie - jeny! Wymieniłem już sporo kasy, także pewnie z głodu bym nie umarł, ale jeszcze brakuje mi jakichś 40 000. Pewnie z wywieszonym jęzorem będę w środę szukał. Biorąc pod uwagę, że mój plan zakłada ok. 100 000 jenów na minimalne wydatki (to znaczy 3 razy dziennie jedzenie, wstępy, noclegi i przejazdy - nie licząc JR Pass) to nie jest to jakaś kosmiczna suma. Ostatnio dopracowaliśmy także z Kojim (mój znajomy i host w Jokohamie) plan przejazdu, także trzeba było porobić nowe rezerwacje i odwoływać stare. W sumie może przebywając u niego oszczędzę trochę grosza, mimo że będę więcej wydawał na przejazdy w obrębie samego tokijskiego megalopolis. On sam nakupował zielonej herbaty i browarów, więc pewnie nie wyschniemy tam.
Pełna lodówka zielonej herbaty i browarów. Same pyszności u mojego gospodarza. Mmm.
Oprócz tego pasuje mi także kupić jakieś prezenty, bo przecież nie będę jechał z pustymi rękoma. Będzie wino i to nie jedno, oprócz tego jakieś słodycze pewnie. Mięsa nie będę brał, nie chcę, żeby mnie deportowali. Wszystko to powoduje, że chce mi się krzyczeć - kochana firmo, przelej mi wypłatę ;). Dobra, byłoby na tyle w temacie, ostatni post przed wyjazdem pewnie w środę wieczór, ewentualnie czwartek rano się pojawi. A potem countdown i lecimy....!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz